Siedze w tej zasranej piwnicy ponad 2 tygodnie. Odwiedza mnie tu tylko dwoje mezczyzn w kominiaerkach ktorzy daja mi jedznie i sie mna bawia, a potem daja czas na ochloniecie i odpoczynek przed kolejnym. Nie wiem gdzie dokladnie jestm. W dzien ktory mnie porwali napisalam bratu - Zaynowi, ze mnie porwano. Porywacze dzwonili z mojego telefonu po okup, wyjezdzajac gdzies daleko z telefonem, a pozniej wylaczajac go. Dzien w dzien bylo tak samo zabawa, odpoczynek, zabawa odpoczynek sen a pomiedzy tym kromka z maslem i kubek wody. Czulam sie co raz gorzej. Nie moglam powiedziec Zaynowi gdzie doklanie jestem , bo sama nie wiedzialam. Potrzeby fizjologiczne musialam zalatwiac w ich obecnosci, gdy oni na mnie oblesnie patrzyli. Potem znowu gwalcili mnie i mialam czas na zebranie sie do nastepnego. Dni mijaly, a porywacze chcieli coraz wiecej pieniedzy od Zayna. W dniu gdy probowalam uciec oboje byli na mnie zli i zrobili to na raz krzyczalam, plakalam, bardzo sie balam. Uslyszalam syrene policji. Oni tez. Uciekli ubierajac sie, a ja lezalam bez sil. Moje bezwladne, nagie cialo lezalo tam na lozku. Do piwnicy wbiegli policjanci, a za nimi Zayn.
Z: Bella, co oni Ci zrobili.
P1: nie dotykaj jej, zadzwon na pogotowie.
P2: nic Ci nie jest? Cos cie boli
B: podbrzusze.
Prybiegl lekarz. Owineli mnie kocem i zawiezli do szpitala. Tam przybyli Zayn z policjantami i Eleanor - moja przyjaciolka z chlopakami. Od dwoch godzin leze i patrze sie w sufit. Robia mi badania, pytaja, ja nie odpoeiadam. Nie odzywam sie do nikogo, nie jem, nie pije. Waze zaledwie 39 kg przy wzroscie 1,72m. Nie ruszam sie. Nie pozwalam sie dotknac nizej podbrzusza. Odpycham Zayna, gdy chce mni przytulic. Nawet jego, ma wstret do kazdego mezczyzny, dlatrgo badaja mnie kobiety. Psycholog ciagle przy mnie przebywa, aby mnie uspokoic. Co noc sni mi sie ten mezczyzna ze znowu po mnie przyszedl.
*Perspektywa Zayna*
Bella lezy tam w tej sali, nawet nie pozwala sie objac, poprawic koldry ani podac jedzenia. Przyblizajac sieona sie oddala. Jedynie El ja uscisnela, ale nawet nie chciala z nia pogadac. Wrocilismy do domu na noc.
Z: Co za skurwysyny jej to zrobily *walnalem piescia w stol i ppdeszla moja dziewczyna Perrie*
P: kochanie, spokojnie. Oni sie nia zajma. Znajda tych gnoi, ktorzy jej to zrobili
Z: Perrie, ona ma 16 lat! Dlaczegoo jej to zrobili , czemu akurat ona?
*wtem zadzwonila moja komorka* to Bella.Halo
B: Z-Zayn?
Z: Ohh Bella. Jak sie ciesze, ze dzwonisz co u ciebie?
B: p-ponuro z-znowu mi sie snilo ze mnie z-z-zgwal-zgwalcili *rozpkala mi sie do telefonu*
Z: Nie placz Bella, poradzimy sobie, zajmiemy sie Toba jak wrocisz. Eleanor mieszka z nami.
B: fajnie.
Z: mysl o pozytywach, nie mysl o przeszlosci tylko o terazniejszosci i przyszlosci. Spij spokojnych slow. Jakby co dzwon!
B: dziekuje, ze moglam pogadac. Kocham Cie pa. Nawzajem.
*rozlaczylismy sie, a ja usiadlem na kanapie*
Z: Perrie, myszko zamieszkasz z nami?
P: jesli moge
Z: jasne, chodz spac. Jutro ja, El, Lou i Liam jedziemy do Belli moze ja wypuszcza.
P: jade z wami jesli sie zgodzisz
Z: pewnie, ona cie przeciez uwielbia. Jeates dla niej prawie jak siostra, tobie i El mowi najwiecej.
P: dobra, chodz spac.
Zasnelismy
*Perspektywa Belli*
Jak probuje zasnac od razu przypomina mi sie ten oblesny typ. Dostalam proszki uspokajajace i zasnelam. Obudzilam sie o 10 w mojej sali siedzial Zayn i Perrie
B: Czesc Perrie! *przelknelam sline* Czesc Zayn!
Z: Czesc kochana! *chcial mni uscisnac,ale fgo odepchnelam*
P: Czesc! Zayn daj jej spokoj, musi sie przyzwyczaic.
Z: nie przyzwyczailem sie doego przepraszam.
*Perspektywa Zayna*
Lekarz wezwal mnie do siebie. Powiedzial ze mamy na nia uwazac, poniewaz jest slaba. Ma wszystko co jest na liscie jesc. Wrocilismy do domu. Liam od razu zajal sie Bella, widac bylo ze sie w sobie zakochali.
*Perspektywa Liama*
Musze ja do siebie przekonac. Kocham ja, a ona tak cierpiala. Podeszlam do jej drzwi; zapukalem i uslyszalem krotkie "prosze".
Wszedlem i usiadlem obok niej, ona sie odsunela.
Li: Bella, ja-ja kocham Cie. Prosze nie boj sie, nic Ci nie zrobie.
B: wiem, o tym. Tez Cie kocham
Li: moge *zapytalem sie zblizajac usta do jej twarzy*
B: nie pytaj sie tylko caluj.
Calowalismy sie dobre kilka minut, przerwalismy p wejsciu Zayna
Z: nie chce wam golabeczki przeszkadzac, ale Bella masz przyszykowana kolacje, ktora masz obowiazek zjesc.
B: zaraz przyjde *wstalam i przytulilam brata, on odwzajemnil moj uscisk* kocham cie braciak
Z: ja ciebie tez, siostrus. *podszedl Liam wziac mnie na rece i zaczelismy sie calowac.
Li: zostaniesz moja dzieeczyna? *spojrzalam na Zayna, a ten kiwnal glowa*
B:Taak.
Znowu sie calowalismy zeszlismy tak na dol do kuchni, zjedlismy kolacje i juz na zawsze zapomnialam o miesiecznym zdarzeniu. Zylismy dlugo i szczesliwie, mamy dwojke dzieci i jestesmy szczesliwym malzenstwem. KONIEC!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz