środa, 5 listopada 2014

Zayn #11

Mam 19 lat i nazywam sie Lindy Florenz. Mam chlopaka, slawnego Zayna Malika.
Jak to sie stalo?  po prostu bylam ich fankom. Przyjechalam do Londynu, zostalam projektantkom i po tygodniu dostalam zlecenie projektownia dla mojego kochanego boysbandu. Bylam szczesliwa. Po dwoch miesiacah pracy z chlopcami, zostalam dziewczyna Zayna. Zakochalismy sie w sobie od poerwszego wejzenia jak to powiedzial Malik. Choc od pierwszego wejrzenia to nie od razu bylismy razem, poniewaz byl wtedy jeszcze z Perrie. Zerwal z nia, po tym jak go zdradzala. Dzisiaj minelo 10 miesiecy odkad sie poznalismy. Tej nocy szczytowalismy i zasnelismy w swoich objeciach. Nastepnego dnia obudzil nas krzyk chlopcow.
Chlopcy: Wstawac!!
Z: albo wyjdziecie albo na kopie Wam do dupy *wskazal palcem na drzwi*
Lo: Za 2 godziny mamy koncert niedaleko London Eye.
Z: co cholera. Teraz mi to mowisz?
Li: wstawaj
Z: musimy sie ubrac
N: to sie ubierajcie
Ja: to moze wyjdziecie
H: a no racja. Wczoraj rocznica ich spptkania i bycia para. To sie dzialo. Chodzcie *wyszli i zamkneli dokladnie drzwi*
My szybko sie ubralismy i poszlismy na sniadanie. W kuchni juz sie krzatal Hazz i Lou z El.
H: no nareszcie, ile mozna czekac. Trzymaj kanapki *Zayn chwycil kanapki i usiedlismy przy stole*
Po 10 minutach talerz byl pusty. Wstalismy, Malik odlozyl talerz do zmywarki i chwycilam torebke wrece, a nastepnie wyszlismy do busa, ktorym jechalismy na miejsce koncertu. Bylismy tam po 30 minutach jazdy. Nie obeszlo sie od paparazzi i wrzeszczacych fanek. Wszyscy wiedzieli od dawna iz z Zaynem jestesmy para. Fanki widocznie mnie lubily, pisaly do mnie mile teksty, wiaomosci. Dzisiaj pod koniec koncertu wbiegl na scene moj chlopak. Fanki ponownie piszczaly.
Z: prosze o cisze *powiedzial* Lindy wejdziesz tu do mnie?
Chlopcy wepchneli mnie na scene, a na okolo nas slychac bylo tylko krzyki i oklaski dziewczat. Kiedy sie uspokoily Zayn zaczal
Z: Lindy *tu kleknal i wyjal zza plecow male pudeleczko* czy dasz mi ten zaszczyt i zechcesz zostac moja zona?
Ja: Ttaak! *nagle poczulam jakbym miala nogi z waty i upadlam na Zayna*
Naokolo bylo slychac szepty i glosne Ohh Zayn nalozyl mi pierscionek na palec i zszedl ze sceny. Postawil mnie tak, abym mogla usiasc na krsesle, a caly zespol wybiegl ostatni raz na scene
W: Dobranoc Londyn!!! *odpowiedzia bylo glosne wiwatowanie*
Zayn od razu po zbiegnieciu ze sceny podbiegl do mnie.
Z: kochanie, jedziemy do lekarza.
Ja: ale misku nic mi nie jest.
Z: jak nie, a to na scenie?
Ja: ehh. Nie ma co zadreczac lekarza mna
Z: kotek, wole miec pewnosc, ze nic Ci nie jest. Chlopaki posprzedaja plyty,a my jedziemy
Ja: ale..
Z: nie ma zadnego ale, jedziemy i kropka.
Zgodzilam sie oczywiscie, nie mialam wyjscia. W nie cala godzine bylam po badaniach. Czekalismy tylko na wyniki.
Ja: boje sie. Lekarz mial niezbyt radosna mine
Z: nie boj sie, wszystko bedzie dobrze.
Objelismy sie i w tej chwili z pomieszczenia wyszel lekarz.
L: zapraszam pania Florenz, na osobnosci.
Ja: dobrze, poczekasz tu?
Z: jasne rybko.
Musnelam jego policzek i poszlam za lekarzem. Usiadlam na przeciwko lekarza
L: mam dla pani nie za mila wiadomosc
Ja: wiedzialam...
L: prosze pani, jest pani w ciazy
Ja: jak to?
L: tak to prosze pani
Rozplakalam sie i wyszlam z pokoju lekarza.  Opadlam na ramiona mojego chlopaka.
Z: i co Ci jest?
Ja: Misiek, ja...jestem...w ciazy.. *rozplakalam sie jak bobr na ramieniu Zayna.*
Z: to super! Kochanie, powinnas sie cieszyc nie plakac.
Ja: ale jak to? Przeciez zniszczy Ci to kariere!
Z: pogodzimy malzenstwo, dziecko i kariere. To pikuś *pocalowal mnir w czolo i ruszylismy w strone auta objeci*
W domu opowiedzielismy o ciazy chlopakom, najpierw nie byli zadowoleni, ale poznij zaczeli nam gratulowac.
Po nie calym miesiacu wzielismy slub. Ciaza rozwijala sie prawidlowo, gdy bylam juz w 7 miesiacu ciazy, Zayn i reszta musieli jechac na trase, lecz w moim stanie nie moglam jechac z nimi. Dzisiaj jechalam na badania. Odpalilam samochod i wlaczylam radio. Jadac uslyszalam w radiu, gdy Zayn mowil do mnie, ze mnie kocha i teskni. Zamyslilam sie i stracilam panowanie nad kierownica. Pozniej nic nie pamietam.

*Oczami Zayna*
Stoje wlasnie przy inkubatorze, w ktorym smacznie spi nasza coreczka. Juz od 21 dni moja kochana zona jest w spiaczce. Lekarz powiedzial, ze beda ja wybudzac i czas pokaze co z nia bedzie. Gdy sie obudzila, kazda godzine spedzalem przy szybie do jej pokoju. Nagle rozlegl sie dzwiek urzadzen do ktorych byla podpieta moja ukochana. Do jej pokoju wbiegli lekarze przez 45 minut probowali ja uratowac. Gdy ich starania nic nie pomogly wyszli.
L: moze pan wejsc do zony i sie z nia pozegnac.
Z: dziekuje *splynely mi lzy po policzkach, choc juz byloch duzo*
Wszedlem do sali usiadlem obok niej i chwycilem jej raczke. Nagle urzadzenia sie poruszyly i moja zona sie obudzila.
Z: kochanie myslalam ze juz nir zyjesz. Przez godzine nie oddychalas kotku.
Lin: to ty mnie uratowales
Do sali wbiegl lekarz
L: O moj boze! To prawdziwy cud!!
Po tygodniu wyszla ze szpitala i wraz z nasza coreczka wrocilismy do domu. Niedlugo pozniej odbyl sie chrzest naszej coreczki, ktorej dalismy na imie Emma.
Nastepnie zylismy dlugo i szczesliwie. A wiec to prawdziwy cud ocalil zycie Lindy!!

' BÓG W OSTATNIEJ CHWILI OCALIŁ ŻYCIE LINDY, TYM CZASEM ZDARZYŁ SIĘ CUD '

****
PODOBA SJE?! I TAK TO CHYBA TYLJO DLA SIEBIE TO PISZE.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz